Jak uniknąć wypalenia w pracy zdalnej

Pandemia wygoniła wielu z nas z biur do domów. Może to się wydawać rajem dla introwertyków – siedzimy w zaciszu własnego domu, bez obcych ludzi wokół, schowani za ekranem własnego komputera, często w piżamie cały dzień. Ale ma to swoje złe strony: za dużo czasu przed ekranem, brak granic między pracą a domem, niekończące się wideokonferencje. Dotyczy to nie tylko ekstrawertyków – dotyczy to wszystkich.

Wideokonferencja to przedstawienie. Takie, w którym jesteśmy bezustannie na scenie. Takie, po którym jedyne, na co mamy ochotę, to wpisać w wyszukiwarce hasło „taxi bagażowe” i uciec na drugi koniec kraju. To tylko namiastka realnego kontaktu z ludźmi; patrzymy tylko na twarze wpatrzone w ekrany, nie mamy kontaktu wzrokowego, jednocześnie mając cały czas na siebie skierowane światło reflektorów i poczucie, że wszyscy wciąż nas obserwują. To wywołuje silne napięcie, nawet, jeśli nie od razu je sobie uświadamiamy.

W warunkach biurowych (czy jakichkolwiek innych mamy w pracy) mamy swoje małe rytuały, które pozwalają nam się uwolnić od napięcia. Idziemy na przerwę na kawę z koleżanką, na lunch z kolegą, albo na kilkuminutowy spacer ze słuchawkami w uszach w samotności. To nam daje chwilę wytchnienia, pozwala uspokoić umysł, stworzyć w nim przestrzeń na zdrowe podejście do kolejnych obowiązków. Wydawałoby się, że w domu takie momenty będą częstsze, ale to nie prawda. Nagle mamy niekończące się „calle”, programy w komputerach monitorujące czas i postępy naszej pracy, czasem to wszystko w otoczce walki o laptopa na kolejne lekcje online naszych dzieci albo ich walki… tak po prostu.

Więc jak nad tym zapanować? Stworzyć nowe rytuały, w nowych warunkach. Całe życie, nie tylko firmowe, ale i rodzinne jest zmienione, więc i sposoby na odpoczynek też siłą rzeczy się zmieniają. To nie powrót do domu daje nam wytchnienie, ale właśnie wyjście z niego. Więc takim rytuałem może teraz być spacer wokół osiedla. Może nadal ze słuchawkami w uszach, a może w tym czasie warto porozmawiać przez telefon z koleżanką albo kolegą. Może to być przerwa na przeczytanie dwóch stron książek, albo na wyjście z kawą na balkon, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza, dać odpocząć oczom.

Nie można zapomnieć o ruchu. Jadąc codziennie do pracy i z niej wracając, nawet, jeśli poruszamy się samochodem, wykonujemy wiele czynności i pokonujemy dystans, którego teraz nie ma. Samo krzątanie się po domu podczas szykowania się do wyjścia potrafi nam dać kilkaset (albo i więcej) kroków. To też jest ruch. Teraz jest on szczególnie ważny. Więc zanim usiądziemy przed ekranem komputera, warto – nawet w piżamie – parę minut się porozciągać, wyjść na szybki spacer z psem albo po świeże bułki do pobliskiego sklepu. Nie tylko daje nam się to rozruszać, ale też pozwala na stworzenie mentalnej granicy między pracą a domem. Z tego względu warto to powtórzyć po skończonej pracy.

Musimy też przeformatować zarządzanie naszą energią i przestrzenią. Po przedstawieniu w postaci wideokonferencji dajmy sobie kilka minut w samotności i ciszy, takich tylko dla nas. Przez ten czas przygotowania, jak np. poranny spacer do sklepu czy gimnastyka, nie myślmy od razu o pracy. To też jest jeszcze nasz czas. To nam pozwoli zachować energię niezbędną do pracy na czas pracy. I tylko na ten czas. Przestrzeń w domu też powinniśmy zorganizować tak, żeby nie pracować wszędzie. Stwórzmy sobie kącik do pracy, wyraźnie oddzielony od reszty mieszkania. Idealny oczywiście byłby osobny pokój, ale przecież nie każdy ma do tego warunki. Jednak wystarczy ustawić biurko i fotel w miejscu, które będzie wyraźnie się wyróżniać, choćby specjalnym oświetleniem, innym kolorem zasłon, dywanikiem ułożonym na tym jednym fragmencie. O ile łatwiej też wtedy postawić granice dzieciom: „tu mama pracuje i tu nie możesz stawać, porozmawiamy, jak stąd wyjdę”. To tylko kilka przykładów, jak drobnymi zmianami możemy dostosować się do wielkiej zmiany, jaką jest praca zdalna tak, żeby nie zwariować, ale przede wszystkim żeby uniknąć błyskawicznego wypalenia.

Autor: Katarzyna Grochólska